niedziela, 27 maja 2012

Bo to co nas podnieca to się nazywa...

Dominik. Piwo. Wódka. Papierosy. Zdjęcia. Bitwa na poduszki. Mariacka. Trawa. Zgon. Jazda tramwajem, w którym jakiś idiota zaciągnął hamulec bezpieczeństwa. Bohaterów Monte Casino.Niekończąca się droga do jego mieszkania. On przypominający moją dawną miłość. Niespodziewany, bardzo dobry seks. Wiszące łóżko. Czułość jaka zdarza się tylko w poważnych związkach. Mama w pokoju i pies śpiący pod kołdrą. Romantyczność.Świadomość, że nikt od bardzo dawna nie był dla mnie tak dobry i że to jest coś czego potrzebuję. Strach przed odezwaniem się do niego. Nieśmiałość. Zażenowanie. 
Chyba się zakochałam, napisałam do niego.

czwartek, 24 maja 2012

koko koko kij ci w oko

wolę nie mieć znajomych niż mieć takie fałszywe pijawki z lewej i z prawej strony, serio. Nie przeszkadza mi życie w bardzo ograniczonym gronie znajomych, no serio. Wolę mieć kilku dobrych znajomych i mieć pewność, że mogę na nich liczyć niż 10 a gówno mieć w zamian.
Przeraża mnie fakt, że ostatnio zmieniają się moje poglądy i zasady, te najbardziej żelazne. Takie co ich nigdy nikt nie umiał złamać, a teraz to ja krzyczę że jebać zasady, jak się bawić to się bawić bcs life is nothing much to lose.
Na koniec tych jebanych zaliczeń zrobię sobie wreszcie te cholerne tatuaże przez które nie śpię w nocy. Zapomniałabym, przede mną jebane dwa tygodnie jebanej walki o umowę jakąś tam.
Słowo jebane przez wszystkie przypadki love. :3

lalallala skaczą kolana

środa, 16 maja 2012

myxomatosis

Tyle się dzieje, że mam wewnętrzną potrzebę zapisania sobie tego, żeby się później z tego pośmiać jeszcze raz lub uśmiechnąć ciepło do swoich myśli.
Najwięcej dzieje się w obecnej pracy, gdzie dzieją się rzeczy niepojęte. Wczoraj i dzisiaj kłótnie, sprzeczki i niedomówienia, dzisiaj- sympatia, przyjaźń i braterstwo oraz klepniecie od szefa po plecach na pocieszenie.
Nie wiem do czego to wszystko zmierza, ile jeszcze potrwa i ile się utrzymam. Mam nadzieję, że jak najdłużej gdyż za chwilę nie będzie mnie stać nawet na waciki.
Czasem lubię swoje życie kiedy wiem, że jestem choć przez chwilę dla kogoś ważna, że robię coś dobrze i to ma jakieś dobre efekty. Tylko smutno mi wciąż, że niektórzy nadal są tak daleko i rozczarowują, zawodzą w najważniejszych momentach.

sobota, 12 maja 2012

ślizgawki po gównie ciąg dalszy

Kontynuując. Mam wyjątkową zdolność do przyciągania do siebie nieszczęść i bycia męczennicą.
Zaczęło się od zastrzyku w kolano, potem było wyrywanie zęba metodą dłutowania, potem praca która okazała się nie taką jaką miała, szef co jednak nie jest taki jaki by się wydawało, On co nie jest jednak taki czysty jakby się wydawało, tęsknota za kilkunastoma osobami, rozpacz nad losem, wszechobecny ból.
Podsumowując, nie cieszy mnie nic. Nawet pieniądze i jedzenie. Piję codziennie jakiś alkohol i tak się zastanawiam, kim ja kurwa będę w życiu. Skończę jako alkoholiczka czy jako narkomanka?
Nie widzę dla siebie miejsca w tym kraju z dupy.
Chyba nigdy tak nie czekałam na wakacje jak w tym roku, serio. Zrobię sobie takie kolonie, że głowa mała.