sobota, 5 czerwca 2010

przygoda u fryzjera

Wreszcie podjęłam ostateczną decyzję,idę do fryzjera i zmieniam kolor włosów.Klamka zapadła.5 czerwca,8.00 zjawiam się u fryzjera.Z każdą sekundą bałam się co raz bardziej.Pierw byłam blondynkom/rudom a potem nie wiadomo czym.Wreszcie po jakiś 3 godzinach zobaczyłam co wyszło.Dałam się namówić na ścięcie włosów.Baj,baj jakieś 8cm.Wszystko super.Cięcie nowoczesne,drapieżne lekko,ale kolor.RUDY! ja jebie.Nie jestem do końca przekonana do tego koloru,no ale lepsze to niż bycie ciemną brunetką.Za miesiąc się pofarbuje na inny kolor,coś się wypłucze i tyle.Nie wiem czy to była słuszna decyzja,ale radykalna zmiana jest.To skoro zmieniłam radykalnie wygląd to może i życie zmienię? Może czas na plan B albo i przyśpieszony C? Tak źle a tak jeszcze gorzej.A napisanie kilku ciekawych zdań o sobie przyprawia mnie o wymioty tak samo jak moja praca.Byle do końca września.

2 komentarze:

  1. Rudy po tym weekendzie polubiłem jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  2. wiem,o co chodzi i wcale ci się nie dziwię.

    OdpowiedzUsuń